AndroidGry na AndroidaGry na iOSiOSPłatne

Where’s My Perry? – nowość od twórców „Where’s My Water?”

Jeżeli uważaliście, że w ostatnim czasie twórcy „Where’s My Water?” odpoczywali przy komputerach i nie robili nic ciekawego, to grubo się pomyliliście. W AppStore (a jeszcze wcześniej w Google Play) pojawiła się bowiem ostatnio nowa produkcja od Disney’a – nazwana została „Where’s My Perry?” i jest ściśle powiązana ze wspomnianym przez nas wcześniej hitem z sympatycznym krokodylem.

Znacie  bajkę „Fineasz i Ferb”? Tak? W takim razie na pewno kojarzycie też Pepe, śmiesznie wyglądającego dziobaka, który prowadzi podwójne życie – jest zwykłym zwierzęciem domowym, a także agentem specjalnym, walczącym ze spółką ZŁO. Wspominamy Wam o zwierzaku z charakterystycznym, brązowym kapeluszem, ponieważ to właśnie on jest głównym bohaterem gry „Where’s My Perry?”, która – co niektórych pewnie bardzo ucieszy – niewiele różni się od hitu zatytułowanego „Where’s My Water?”.

Mimo iż początkowo myśleliśmy, że Disney wymyśli coś zupełnie innego od swojego flagowego, mobilnego produktu z krokodylem, okazało się, iż gra z Pepe ma niemal identyczną rozgrywkę co wyżej wymieniona aplikacja. Szczerze powiedziawszy, bardzo nas ucieszył ten fakt, gdyż bardzo lubiliśmy dostarczać wodę krokodylkowi, a ostatnio martwiliśmy się brakiem jego obecności w gąszczu dostępnych aktualizacji.

Do dyspozycji graczy zostało oddanych w „Where’s My Perry?” aż 80 poziomów. Poza nową oprawą graficzną i rzecz jasna nowym bohaterem, rozgrywka w żadnym levelu nie różni się od tej, zastosowanej w „Where’s My Water?”. Można więc śmiało powiedzieć, że opisywana w tym wpisie gra jest swego rodzaju kontynuacją produkcji ze słynnym już Swampy’m, co oznacza, iż znów będziecie zmuszeni do pogłówkowania.

Pepe Pana Dziobaka znajdziecie w Google Play i AppStore. W obu tych sklepach gra jest płatna i kosztuje około 4 złotych.

Nie zdecydowaliście się na zakup? No to może ten filmik Was do niego przekona?

Tagi

Podobne

  • Vasco

    producent ewidentnie usiłuje zarobić na odgrzewanym kotlecie, podobnie zresztą jak wydawca cut the rope… a szkoda…

Close